wtorek, 29 września 2015

Jak wprowadzić harmonię i zacząć żyć zdrowo

   Weekend zainspirował mnie do zaplanowania łatwej i przyjemnej harmonii w ciągu każdego dnia. Nie chodzi o to, co trzeba zrobić, żeby zatrzymać piękno zewnętrzne jak i wewnętrzne na dłużej, ale jak to zrobić, żeby się nie męczyć, nie zapominać i nie zmuszać.
Wystarczy zacząć, ale zacząć po swojemu. Nie musi nam się podobać czyjaś wymyślona dieta, czy skomplikowany sposób dbania o włosy, czy skórę, ale musimy wiedzieć, co sprzyja naszemu zdrowiu, samopoczuciu i dzięki czemu lepiej wyglądamy.

   Organizm naprawdę z nami rozmawia. Jesteśmy niestety tak zapracowani i przyzwyczajeni do pewnych objawów, że bagatelizujemy przyczynę i idziemy dalej. Dalej nie znaczy dłużej, ponieważ przez brak namysłu i wsłuchiwania się w siebie, nasze predyspozycje do czegokolwiek stają się coraz słabsze i coraz trudniej jest nam żyć.

   Dlaczego chociaż wiemy, że słodycze zakupione w sklepie nam szkodzą, wciąż je jemy? Dlaczego chociaż po zjedzeniu frytek smażonych na głębokim oleju i ciężkostrawnym tłustym mięsie czujemy się ciężko i nieprzyjemnie, wciąż tak spożywamy potrawy? Dlaczego jemy w pośpiechu? Dlaczego upijamy się, skoro drugi dzień marnujemy na leczeniu kaca? Dlaczego oglądamy motywujące obrazki w internecie, ale nic nie robimy, żeby samemu osiągnąć swój mały lub większy sukces?
Nie wiem... wy mi powiedzcie.

   Prawda jest taka, że nie ma nic prostszego od przestawienia się na zdrowy tryb życia. Dobrze wiecie jak to zrobić, więc nie unoście brwi z zapytaniem: ciekawe jak?
Każdy wie, że słodycze i słodkie napoje to zabójstwo i wykluczenie ich z diety to jedynie pierwszy stopień do zdrowszego organizmu. Kolejne to zero fast foodów, jak najmniej alkoholu i ruch!!!
Kolejne to rzadsze smażenie na patelni i uruchomienie piekarnika, parownika, garnka z wodą, czy grilla. Kolejne to urozmaicenie w treningu. Kolejne to reguły takie jak systematyczne spożywanie posiłków i zaplanowanie ich na dzień kolejny. Nie będzie wtedy "niespodzianek".

Tyle na początek. Dla złapania troszkę inspiracji i ułatwienia zadania, przedstawiam wam jeden mój dzień. Weekendowy dzień.

MENU:

Śniadanie: zmiksowany ugotowany ryż z mlekiem kokosowym, pomarańczą i łyżką miodu (przygotowane wieczorem poprzedniego dnia, rano podgrzane) i czarna kawa, chociaż lepiej gdyby była zielona kawa lub herbata, ale powiedzcie to kawoszowi :)


Drugie śniadanie (po domowym treningu): baton energetyczny z płatków owsianych i nasion z miodem i masłem orzechowym. Mieszane w garnku, po ostygnięciu twardniało w lodówce, na końcu pokrojone na mini batony.



Obiad: czerwone ziemniaki z sosem z curry i pieczarkami przyprawiane ziołami i pieprzem (ziemniaki to nie grzech, są wręcz wskazane [nie łączyłam w tym daniu węglowodanów z białkiem, ponieważ nie było to danie tuż po treningu(nie musiałam regenerować mięśni, a łączenie, np. ziemniaków z mięsem powoduje również podczas trawienia wytwarzanie się substancji trującej zwanej solaniną).


Kolacja: Kawałki kurczaka w sosie musztardowym z tęczą warzyw



Przed kolacją była rozciągająca i odprężająca joga, a po kolacji coś dla ciała:


Jeśli peeling to tylko naturalny, czyli: fusy z kawy (filtrowanej), cukier trzcinowy (gruboziarnisty), olej kokosowy (widać na zdjęciu) lub inny. Po kąpieli wmasowane okrężnymi ruchami na uda i pośladki. Spłukane na zmianę zimną i ciepłą wodą (2x kończąc zimną). Na delikatnie wysuszoną skórę wtarłam olej kokosowy ;)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz