wtorek, 24 września 2013

Dzieci vs rodzice

   Dziś chciałam się podzielić z wami moimi obserwacjami z pracy. Pracując z dziećmi jestem świadkiem wielu "przestępstw" żywieniowych i nie tylko, jakie popełniają dzieci oraz ich rodzice. Starając się uświadamiać im, co jest dla nich odpowiednie, a co nie, udało mi się wywabić parę niepotrzebnych produktów, ale nie udało mi się z nimi całkowicie wygrać.
Słodycze kojarzą się z dzieciństwem i tak powinno pozostać. Słodycze są ok, ale zależy w jakiej postaci i ilości.


Pora przejść do śmiercionośnej listy produktów oraz sytuacji zakazanych:

1. Napój energetyczny w rękach 10-letniego chłopca.
2. Otyła dziewczynka wnosząca na zajęcia taneczne 2 paczki chipsów, słodkie spożywcze pieniądze, rurki z niebieskim proszkiem i czerwony napój.
3. Standardowe napoje przynoszone na zajęcia: stojące jeden obok drugiego, niczym nienaturalnie barwna tęcza. Woda niegazowana? 2/15- w tym moja :)
4. Na hasło: ćwiczenia rozciągające; jak jeden mąż krzyczą NIE!
5. Parking pod szkołą podczas wywiadówki: zero pustych miejsc (należy dodać, że szkoła mieści się w małej wioseczce, a wywiadówka odbyła się w słoneczną pogodę).

Ostatni podpunkt to źródło śmiercionośnej zagłady: RODZIC.
   Szanuje tych, którzy od pierwszych lat dziecka, uczą go co jest korzystne dla zdrowia i starają się dopilnować, co i kiedy ich pociecha zjada.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz